Przemyślenia o schyłku kultury masowej w jej szczytowym przejawie - internetowej grafomanii. Przyczynek do odnowy moralnej w duchu mysli chrześcijańskiej ze szczególnym odniesieniem do Osoby i Nauki Jana Pawła II
Blog > Komentarze do wpisu
Krzyż

Krzyż - znak męki i cierpienia. Ale i kapitalna antycypacja ludzkich zmagań o charakterze eschatologicznym. Jak daleko jest do Dobra od upodlenia - od zaprzedania się złu? Od małżeńskiej zdrady, od uśmiercenia nienarodzonego dziecka,od materialnego zaprzedania się w obcym kraju? Jak daleko jest do Chrystusowych darów, tych historycznych, opisanych w Ewangeliach Św., do uzdrowień, powołań, nauki. Jak daleko do tych wiecznych - do Eucharystii, do Życia, Prawdy i Drogi w Chrystusie? Każdy z nas może odnaleźć ten dystans próbując wyznać swe złe uczynki. Jest daleko, czasem nawet bardzo, ale prawadziwy krzyż zaczyna się wtedy, kiedy umiera sumienie. Krzyż jest miarą powrotu do Człowieczeństwa z krainy zatracenia. Kiedy odniesieniem staje sie wizja absolutnie materialna, konsumpcyjna. Kiedy cały sens sprowadzony zostaje do przypadku, ślepego trafu, a w ziwązku z tym zwalnia z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie. Pojawia się cała zrelatywizowana sfera partnerów i partnerek, uciążliwych, godnych eliminacji, schorowanych starców, dzieci przeszkadzających w karierze. Pojawia się równocenny wymiar inności, nawet tej, prowadzącej wprost biologicznie do wyginięcia. Absolutem staje się szczyt przyjemności, wyznacznikiem wartości - że stać na wszystko. Szerokim łukiem omija się brudnych, śmierdzących biednych, zawsze znajdujących się w nieodpowiednim miejscu. Przypadek może sprawić, choćby taki, że pędząc luksusowym samochodem 230 km/h, uderzymy w drzewo, że jutro nas już nie będzie. Ale dziś przypadek może nam zaoferować seans z luksusową prostytutką traktowaną jak ludzki strzęp, choć w sferze seksu dającą tyle przyjemności. Jak stamtąd wrócić? Jak wybrać mękę powrotu, przez krzyżową drogę szacunku do innych, przez ciernie wyrzeczeń, żeby wspomóc biednych. Przez krwawe rany całkowitej wstrzemięźliwości pozamałżeńskiej? To jest autentyczny krzyż, co gorsza, na który nas nikt nie przybije. Będziemy mogli ten krzyż wyrzucić do śmieci, albo spuścić z wodą w toalecie wraz z zamordowanym Życiem. I być może nigdy nie będziemy mieli szansy zawisnąć na nim obok jeszcze gorszych od nas. Żeby wreszcie móc wrócić !!!

środa, 19 marca 2008, vanitas_vanitatum
Komentarze
2008/03/20 11:17:19
Ale: "tam gdzie wzrasta zagrozenie, wzrasta i ratunek" Holderlin bodajze napisał, a w Biblii porzuca sie stado, by ocalic owieczke zbłakaną, więc ŁASKA przeswieca przez nasze bolesne zycie, a krzyz zawsze kazdy swoj ma, niektórzy nawet po kilka nosza i tu Jezus mi sie przypomina--"Jedni drugich ciężary noscie".
Dla mnie niewazne jak ochrzci sie łaske, dla mnie moze byc nieochrzczona,i tak przeswieca w ludzkim świecie, pomiedzy ludzmi.
-
2008/03/20 12:47:22
Wydaje sie, ze dla Pani tez nie ma wiekszego znaczenia jak wzrasta to zagrozenie, kto jest odpowiedzialny za bol i cierpienie. To sa konkretne ludzkie decyzje, czesto jednoznaczny wybor zla przeciw Dobru. Wygodna, nieokreslona ludzka slabosc, jesli jest swiadomym wyborem, zawsze jest konkretnym ciagiem przyczynowo-skutkowym. Od zawsze Bog ubezpieczal Czlowieka od jego wlasnych, konkretnych dzialan. Od nienawisci, od homocentryzmu, od checi decydowania o zyciu. W koncu Umarl za to na krzyżu, aby juz nikt nigdy nie twierdzil, ze to splot nieszczesliwych okolicznosci przysparza Czlowiekowi hanby. Wszystko bylo konkretne: zawisc i malodusznosc zydow, cynizm i drwina Pilata, zaprzanstwo i falsz Judasza, okrucienstwo zolnierzy, wreszcie ostateczna zatwardzialosc zlego lotra. Na kazdym z tych etapow byl ludzki wolny wybor -czlowiek doprowadzajac do meczenskiej smierci swego blizniego zawsze wybieral zlo. I w koncu do dzis twierdzi, ze skoro Bog tak zaplanowal, i tak tak musial postapic. Zalosne !!!
-
2008/03/20 13:53:55
trzeba sie zatem modlic za ludzi upadających, a nie gromic ich, ludzie--Pan wie--nie lubia gromow z jasnego nieba, tacy juz są ci ludzie ;)