Przemyślenia o schyłku kultury masowej w jej szczytowym przejawie - internetowej grafomanii. Przyczynek do odnowy moralnej w duchu mysli chrześcijańskiej ze szczególnym odniesieniem do Osoby i Nauki Jana Pawła II
Blog > Komentarze do wpisu
Wielki Piątek A.D. 2008

trwa Wielki Piatek

trwa zmowa milczenia

trwa Sprawiedliwy niemy

przed Piłatem

trwa Judasz w żądzy

trwa Annasz i Kajfasz

na swoich miejscach

trzeba do nich chodzić

trwa bruk kamienny

trwa Upadający

chyba nie czeka

że ktos Mu pomoże

trwa Krzyż na wzgórzu

widać go z daleka

trwa też patrzący

lecz nie chce Go dojrzeć

piątek, 21 marca 2008, vanitas_vanitatum
Komentarze
2008/03/22 00:01:54
Ludzie nie chca widziec cierpienia, boją sie go, a jeszcze bardziej moze, gdy cierpienie dotyka ich bliskich i czesto sa wobec niego bezradni. Bo ludzie potrafia bardzo--ale po ludzku--kochac, bez mocy uczynienia cudu, by wszystkim było dobrze na boskim swiecie. Jednak cierpienie jest podstawą rzeczywistosci, im więcej mamy lat, tym lepiej o tym wiemy. Jezus jest Bogiem, który cierpi jak człowiek i umiera i zmartwychwstaje. Myslę, ze ta NAUKA, która było zycie Jezusa,choc wydaje sie tak oczywista,jest zarazem bardzo trudna dla ludzi upadających pod ciężarem cierpienia. Patrzec na Niego--ze pozwolę sie odniesc do Panskiego wiersza--to nie jest łatwe. Pamietam dziecko, moze piecioletnie, z obcej kultury, nigdy nie słyszało o Jezusie, kiedy oglądało w modlitewniku swojej babci katoliczki obrazki,kolejne stacje z męki, płakało. Jednak negowac cierpienie to po prostu ignorancja. Z cierpieniem trzeba bardzo ostroznie, jak z dzieckiem...A jak trudno mowi sie dzieciom o cierpieniu...
-
2008/03/22 06:48:06
Patrzenie na cierpienie jest czym wtornym w stosunku do patrzenia na siebie w perspektywie wykraczajacej poza konsumpcyjna doraznosc. Ludzie bardzo kochajac siebie i swoja wygode odwracaja oczy od realnego bolu, bo to psuje im nastroj. Ale przede wszystkim nie chca, nie potrafia umiejscowic siebie w kontekscie zycia wiecznego, tam gdzie taka kategoria jak cierpienie po prostu nie istnieje. Tam istnieje tylko relacja do Dobra i zla, do bezinteresownej milosci i do zbrodni. Do szacunku dla zasad i do np. dzieciobojstwa w hanbie aborcji. Do uczciwosci i do zdrady, rowniez tej malzenskiej, tlumaczonej przeciez bardzo czesto wielka milosca. Tylko w doraznym kontekscie ziemskie cierpienie staje sie zakala, i trzeba sobie z nim poradzic np. legalizujac eutanazje. W Polsce jest tyle krzyzy w roznych miejscach, a ile jst aborcji, ile zdrad i rozwodow, ile przez to jest cierpienia. To nie cierpienie naturalne, ale od poczatku do konca wywodzace sie z ludzkiej podlosci. W pieknej polskiej pasyjnej piesni spiewa sie "to nie gwozdzie Cie przebily, lecz moj grzch". Pomyslmy o tym i nie czekajmy, jak to Pani juz raz napisala, az zmadrzejemy na staosc.


-
2008/03/22 10:12:06
To, o czym Pan pisze, zycie w relacji do wiecznosci, a więc zycie pozbawione cierpienia, bo tą wiecznoscia jest Nieskonczone Dobro (o ile dobrze zrozumiałam sens Panskiej mysli), to--wg.mnie-- jest mozliwe. Mamy poboznych mnichow, ksiezy, eremitow, swietych ludzi. Promienieja. Fizycznie widac po nich,ze zyja w łasce (tak to sie chyba w chrzescijanstwie nazywa?). Ale nawet oni, ci lepsi od "pospolitych grzeszników", podłych ludzi, jak Pan pisze, mnie osobiscie reka by zadrzała,przed rzuceniem w człowieka epitetem podłosci...nawet ci wybrancy cierpią,to co wszyscy: starosc,chorobe i smierc. Moze łatwiej znoszą, bo są przepełnieni łaską, jednak nawet oni zyja na "grzesznej" ziemi, wraz z innymi ludzmi,znoszą ten sam, ludzki los. O ile wiem, Chrystus nie obiecywał nieba na ziemi, sam umarł w cierpieniach i dopiero "jak sie wypełniło"--zmartwychwstał do zycia wiecznego. Tak to rozumiem.
-
2008/03/22 10:23:10
Natomiast cierpienie powiększa demoralizacja, o czym Pan pisze i tu sie w pełni zgadzam.
-
2008/03/22 16:44:06
Czlowieka ostatecznie nie da sie postrzegac w formie poszatkowanej, troche zyje na ziemi, troche cierpi, troche "goni za przyjemnoscia", troche mysli o Bogu, a troche swini, a i tak wie, ze sie usprawiedliwi, bo nikt nie osmieli sie nazwac tego, co robi, podloscia. Sens ludzkiego Zbawienia nie wykracza poza dosc prosta logike. Napisac, ze Bl. Matka Teresa z Kalkuty cierpiala choroby czy starosc jest po prostu niedorzecznoscia. Owszem, cierpiala obraz czlowieka zostawionego na pastwe losu, ale tylko dlatego, ze miala w duszy wizje Czlowieczenstwa kompletnego. Czlowiek spelnia sie tylko w takiej formule, kazda inna prowadzi do zwyrodnienia. Do postawienia sie w centrum i domagnia sie naleznosci. Wtedy zaczyna doskwierac uplyw czasu, oslabienie sil i zdrowia, ale to absolutnie nie ma nic wspolnego z prowieniencja danej Osoby: zakonnika, eremity, pustelnika, czy kogo tam Pani chce. Do Ojca Swietego tez nabiera Pani pretensji, kiedy jego zachowanie wykracza poza Pani sposob postrzegania rzeczywostosci. Ze ten sposob nie uwzglednia wszystkich okollicznosci z braku czasu, z braku checi, z pogardy, to dla Pani egocentrycznych pozycji, nie ma najmniejszego znaczenia.