|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Zbawienie w Siedem Dni
Wielki Tydzień - siedem dni w wieczności ujawniających Prawdę o istnieniu, siedem punktów we wszechświecie, jak siedem kamieni milowych w drodze do samopoznania. Przed nim w czasie jest ludzka małość, jest gmatwanina celów obarczanych wciąż nowymi priorytetami, zawsze mniej lub bardziej doraźnymi. Bóg, dawca Życia i Prawa stoi gdzieś na Ołtarzu oczyszczeń i daje się przebłagać ofiarami o wymiarze materialnym. Jest w niedostępnym świecie magii i kultu, który jedynie może do Niego zbliżać. Jest zatem matryca doskonałości i Człowiek, który próbuje do niej się dopasować. Człowiek biorący historię bytu w swoje ręce zatraca wymiar ostateczny, ustala porządek doraźny uprawiedliwiając się ograniczonymi możliwościami własnej perspektywy. Nie dba o ludzi upadłych, swych dozgonnych współbraci, ale chce przypodobać się Bogu rytualnie się obmywając. Prosi Boga o wszelkie łaski, ale surowo karze ludzkie gesty miłosierdzia w czasie ustanowionych świąt. Ustanawia ścisłą hierarchię społeczną bez jakiegokolwiek związku z obrazem Boga w Człowieku. I oto w ciągu siedmiu dni w Świętym Mieście dokonuje się przełom. Otwiera się na ten czas bezpośredni ciąg Bosko-ludzkiej komunikacji. Powstaje ostateczne odniesienie w Duchu i Prawdzie. Absolutna doskonałość ukazuje Swoje Oblicze, oblicze Syna spełniającego w praktyce, która staje się zastępstwem ofiarnego Ołtarza, wszelkie do pomyślenia Prawo. Świętość nie okazuje się komfortem, a pytanie Piłata o prawdę, skierowane do Człowieka wydanego na śmierć objawia zapaść ludzkiej moralności. Punkt po punkcie obnarzona zostaje metoda zła: cynizm, zawiść, sprzedajność, zdrada, zatwardziałość, tchórzostwo. Trzydzieści srebrników po wsze czasy staje się symbolem ludzkiego upodlenia, sprowadzeniem wtymiaru swego życia do absolutnej doraźności. Wielki Tydzień nie jest bynajmniej apoteozą wielkości Boga, który objawia swą wyższość. Wielki Tydzień wiedzie Człowieka do autentycznej Wielkości. Nie ma tam miejsca na wahanie wobec wyboru między Dobrem i złem, wiarą i zaprzaństwem, Nadzieją a upadkiem ducha. Wszystko ostatecznie znajduje oparcie w dwóch prostopadle złączonych, drewnianych belkach za którymi jest już tylko cały sens bytu. Zawarty tak bardzo dosłownie między "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego" a " Wykonało się. Oto syn Twój, oto Matka Twoja." wtorek, 18 marca 2008, vanitas_vanitatum
Komentarze
rabarbar21
2008/03/18 19:30:05
Rozumiem, ze chodzi o klarowność etycznej postawy, oddzielenie ziarna od plew, choc to nie zawsze łatwe w czasach wielowątkowej kultury,w tym tez kultury masowej. Ale tez jestem za taka postawą-- trzeba sie starać zyc szlachetnie,czy--jak Pan woli-- jak Pan Bóg przykazał i to nie tylko w tym szczególnym tygodniu. Ale Kosciól niech tez daje Swiadectwo takiej postawy. O ile wiem, poprzedni papiez był bardziej otwarty. Obecny nawet, jak donosi prasa, "nie zauważył" dziejącej sie w Wielkim Tygodniu przemocy w Tybecie. Dlaczego? Oczywiście, nie jest to pytanie, ani tym bardziej zarzut pod Pana adresem, ale taka moja konstatacja. Poprzedni papiez modlił sie wspólnie z innymi przywódcami duchowymi. Obecny nie przyjał na audiencji Dalajlamy...No jak mozna wierzyc wezwaniom katolików o klarowne postawy etyczne w swietle, a raczej w cieniu takich ich zachowań. Choc sama nie obchodzę Swiat, zyczę Panu łask bozych, spokoju i pomyslnosci.
2008/03/19 10:23:19
Bardzo dziekujac za zyczenia dorzucam garsc refleksji nad Pani wpisem. Wedlug mnie, w przeciwienstwie do Starego Przymierza, Jezus nie przynosi rozwiazan detalicznych, praktycznych. Rzecz nie w dokladnym stosowaniu regulek na kazda sytuacje zyciowa, na kazdy stan siebie samego i relacji do innych. Zaranie Dobra Czlowiek nosi w sobie i to moment ujawnienia tego jest dla Czlowieka zbawienny. Nawet w tak ekstremalnym przypadku jak u dobrego lotra. Szlachetnosc dla samej szlachetnosci nie jest nic warta. Ale milosc blizniego jak siebie samego - tak, nie wazne jaka przybierze forme. Pisze Pani "poprzedni papiez", "obecny papiez" nie zwazajac zupelnie na Czlowieka, na Osoby. Na Osoby tych ludzi i na ludzi dotrzegajacych w nich namiestnikow Chrystusa, wyznawcow najwyzszego Dobra w Jezusie Chrystusie. Nie rozumiem tego. Jest Pani sklonna egzekwowac detaliczna regule nie zadajac sobie najmniejszego trudu, zeby innych obdarzyc minimum szacunku. Wszak poprzedni Papiez, Jan Pawel II, Karol Wojtyla, to Pani rodak. Jego nastepca to Benedykt XVI, Joseph Ratzinger, wybrany przez Jana Pawla II na jednego z najbardziej zaufanych wspolpracownikow. Brak wiary nie wyklucza chocby ciekawosci. A jestem pewny, ze ciekawosc wspomninaych ludzi, ich losow, ich intencji, ich w koncu poslugi, doprowadzilaby Pania do znacznie glebszych wnioskow niz te powierzchowne w Pani wpisie. Polecam zwlaszcza cudowna ksiazke Benedykta XVI "Jezus z Nazaretu". To namacalny dowod jaki wspanialy efekt moze dac wypelnienie ludzkiego powolania do Prawdy. Jak wielka, intelektualna praca moze rownowazyc wszelkie ludzkie slabosci i niedoskonalosci. Kazdy z nas jest do tego powolany. Chcialbym Pani na Swieta zyczyc mnostwo podobnego swiatla i podjecia trudu.
2008/03/19 15:32:24
Nie jestem katoliczką, ale to nie znaczy, ze brak mi wiary. Chyba, ze "brak wiary" to brak wiary w Boga jako mojego Stwórcę. Wtedy tak,jestem jedna z tych osob,które odkąd pamietaja nie wierzyły w to,ze stworzył ich Bóg, mimo wychowania rodzinnego katolickiego. ScISLEJ--nigdy nie wierzyłam w osobowego boga -Absolut, a tak to kosciól podaje i w ogóle jakos tak mgliscie o tym absolutnym Bogu sie mówi. Nie dziwię sie, bo co w koncu człowiek o Bogu moze powiedzieć? Przekracza Wiekuisty jego ludzkie poznanie. No więc niechze bedzie,sa ludzie,którzy wierzą w osobowego wiekuistego Boga, ok--ich dobra wola. Mnie to przerasta, to dla mnie zbyt fantastyczny projekt,prawie ze rodem z jakiegos Harrego Poterra dla dorosłych, a zakładu Pascala nie podejme, bo ten zakład--jak dla mnie--zbyt oportunistyczny: "opłaca sie wierzyc,itd..."
Natomiast Jezus dla mnie jest godny szacunku. Jego nauki są humanistyczne, nawet głęboko humanistyczne, gdyby sie nimi przejąc i pamietam jak Jezus mówił--i daleki był od koscielnego wygodnego" relatywizmu teologicznego" (mój ironiczny neologizm),ze "po czynach ich poznacie" i jak nie wahał się sznurem marketing z e swiatyni przegnać. To dlatego nie podoba mi sie strusia polityka Benedykta, bez wzgledu na to,ilu moich rodakow byłoby jego poprzednikami. "Mówcie zawsze tak, tak, nie ,nie"--zwłaszcza w obliczu ludobójstwa jest to chyba oczywiste i kazdy uczciwy człowiek to zrobi bez teologicznego owijania w bawełne,ze dobro w człowieku objawia sie róznie. To wiemy.Ale w tej konkretnej sytuacji postawa koscioła i papieza to leseferyzm. W takiej sytuacji--milczenia Papieza--daleka jestem od czytania Jego ksiązek o nauczycielu-humaniscie z Nazaretu. Co on moze wiedziec o Jezusie? O bezkompromisowej postawie Jezusa wobec zła? 2008/03/19 21:59:53
Pani arogancja i ignorancja sa zaiste nadzwyczajne. W koncu jesli Dobro przypadkowo pojawia sie na swiecie, to tylko rzut moneta zadecydowal, ze Jezus byl dobry, a Benedykt XVI jest zly, ze Dalajlama jest dobry, a Pascal byl zly. Czego zatem wymagac? Chyba ze wiare nieokreslona przyjmie sie za glupote, a bezmiar czasoprzestrzenny wszechswiata uzna sie za absolut. Przerasta Pania nie tylko koncepcja Boga osobowego, ale i schemat, ktorego kurczowo sie Pani uczepila. Katolik, Kosciol, Papiez, to w najlepszym razie klasyfikujace rzeczywistosc hasla. Bo nie wyjasniaja stworzenia, ktore wyjasnia co innego. Dobry Jezus tez tego nie wyjasnia, a Pani Go polubila. Mimo ze za kazdym razem wznosi oczy ku niebu i wzywa Boga Ojca. Wiara tym rozni sie od magii ze jest spojna, nie lamie sie na kazdym slowie i zjawisku. Jezus jest Bogiem wiary nie dlatego, ze wiary wymaga, ale przede wszystkim dlatego, ze jest monolitem aksjologicznym, ze jest do granic poznania Dobra i zla, spojny. Zeby tego doswiadczyc trzeba podjac trud, ujrzec wymiar Zbawienia w szerszym kontekscie niz tylko wlasne widzimisie. Naprawde nie potrafi Pani podac ani jednego argumentu za wlasnie nie przyjmowaniem Dalajlamy przez Benedykta XVI? Albo przeciw przyjmowaniu przez Jana Pawla II zbrodniarza i morderce, niejakiego Castro? Wiara nie jest kategoria relatywna w imie Jezusa - jest ostateczna moca brana od Ducha Sw. Wiec skoro Dawca wiary, laski, jest Istota spojna, to Jego dar tez tylko taki moze byc.
2008/03/20 09:36:59
Naprawde nie potrafie podac ani jednego argumentu przeciw nieprzyjmowaniu Dalajlamy. Pan potrafi? Nie umiałabym tez potepic przyjmowania Castro. Ciekawe dlaczego "tego zbrodniarza'' przyjął papiez?
Nie wiem, czy wiara jest spojna. Teologia na pewno stara sie o gwarancje spójnosci. Biblia jako narracja spojna nie jest, o nie. Interpretacja Biblii, moze tak, prawie wszystko mozna zrobic z tekstem, ze słowem. Ludzie są dobrzy, to ich immamentna cecha, która sie przejawia w róznych okolicznosciach. Benedykt nie jest "zły", tylko zachowuje sie niezgodnie z duchem nauk Ewangelii. Prosze nie infantylizowac moich wypowiedzi. Spojnosc aksjologiczna nie jest--moim zdaniem--warunkiem sine qua non jakiejkolwiek wiary, a nawet przejawiania sie dobra, które w sposob naturalny jest w człowieku. Nawet, kto wie, czy własnie ta teologiczna spojnosc nie opustoszyła swątyń w wielce i od zawsze niespójnym swiecie (Eklezjasta tez o tej nietrwałosci pisze). W Polsce jeszcze spoko, ale w Hiszpanii--kraju z tradycja katolicką--widziałam dwie babcie na krzyz podczas mszy w pieknej bazylice. Ta monolityczna, spójna i nieprzejednana postawa, takze wobec ludzi (rzuca Pan we mnie epitetami---ignorantko, arogantko) zniecheca do koscielnej teologii i moze--co szkoda--w rezultacie do jakiejkolwiek duchowosci, bo nie jest tak,ze tylko opracowane przez teologow zbawienie ma moc. Swiat na szczęscie jest mniej "spójny". Pozdrawiam Pana. 2008/03/20 12:30:04
Pisze Pani: "Nie wiem czy wiara jest spojna" i wedlug mnie jest to kwintesencja Pani zagubienia. Wiara jest ze wszech miar kategoria deklaratywna, nie ma wiary danej tak jak uroda czlowieka, jedna mniejsza inna wieksza ale zawsze dana. Albo wzrost czy miejsce urodzenia. Dlatego wiara wymaga okreslenia przez podmiot wierzacy, na miare jego mozliwosci, tez arogancji i ignorancji. Jesli w Czlowieku jest autentyczna potrzeba odnalezienia sensu, a wszystko wskazuje na to ze poszukiwania musza byc prowadzone bez znajomsci wszystkich zmiennych, chocby calego czasu i calej przestrzeni, to zblizenie do niego odbywa sie po szczeblach niedosieznych doswiadczeniu. Nie znaczy to jednak, ze wyjasnienie sensu podlega argumentacji konformistycznej - w tym tkwi sila wiary, ze prowadzi czlowieka w sposob nie znajacy kompromisu. Czlowiek albo wierzy spojnie albo nie wierzy w ogole. Zawsze o tym wie !!!! Dlatego Sw. Maksymilian Maria Kolbe nie zawahal sie w Aushwitz. W imie Jezusa Chrystusa zachowal sie calkowicie nieracjonalnie z ludzkiego, niewierzacego punktu widzenia. Opuszczenie katedr w Hiszpanii tez odbywa sie w sposob spojny - na miare swoich mozliwosci Czlowiek przestaje dotrzegac spojnosc w wierze w Chrystusa. Stawia sie w centrum uwagi i zlorzeczy na ksiezy, teologie i Matke Boska. Bo teolodzy nie moga zaakceptowac antykoncepcji albo prawa do aborcji. Albo zwiazkow homoseksualnych. Spojnosc wiary w siebie wyznacza wlasna dorazna wygoda, nie majaca nic wspolnego z eschatologicznym wymiarem ludzkiego zycia. Milosc blizniego nie dopuszcza uzycia Czlowieka pod zadnym pozorem, a zycie jest najwiekszym, nie podlegajacym zadnym ludzkim kaprysom, darem na Ziemi. Jesli Boga, w Trojcy Jedynego, postawi sie w centrum mysli, to twrde zasady zniechecajace do katolicyzmu, sa absolutnie pro-ludzkie. Jesli w centrum staje konkretny czlowiek, z niezaspokojona potrzeba przyjemnosci na ziemi, z jego perspektywy caly swiat zawsze sprzysiega sie przeci niemu.
2008/03/20 13:37:37
E, nie, zagubiona sie nie czuję. Pan to jak jakis doktor mnie diagnozuje. Człowiek szuka szczęścia, a ze szczęscie kojarzy sie w naszych czasach głownie z przyjemnoscia, to moze i goni za przyjemnoscia. Ja akurat nie gonie za przyjemnoscią, a moze juz nie gonie,bo jestem po 40-tce i zdązyłam zauwazyc,ze gonienie za przyjemnosciami ogłupia i znieczula na ludzi.
|