|
|
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Orędzie Wielkanocne Benedykta XVI
(Fragment) Przesłanie o zmartwychwstaniu Pana rozświetla ciemne regiony świata, w którym żyjemy. Myślę tu szczególnie o materializmie i nihilizmie, o tej wizji świata, która nie jest w stanie wykroczyć poza to, co doświadczalne eksperymentalnie i niepocieszona kieruje się ku nicości, która miałaby być ostateczną przystanią istnienia ludzkiego. Faktycznie, jeżeli Chrystus by nie zmartwychwstał, „pustka” miałaby przewagę. Jeśli wyeliminujemy Chrystusa i Jego zmartwychwstanie, nie ma wyjścia dla człowieka, a każda jego nadzieja pozostaje iluzją. Ale właśnie dziś rozbrzmiewa z mocą przesłanie o zmartwychwstaniu Pana i jest ono odpowiedzią na aktualne pytanie sceptyków, przytoczone również w Księdze Koheleta: „Czy jest coś, o czym by się rzekło: ‘Patrz, to coś nowego’?” (Koh 1, 10). Tak, odpowiadamy: w paschalny poranek wszystko zostało odnowione. Mors et vita duello conflixere mirando: dux vitae mortuus regnat vivus – Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy. Oto nowina! Nowina, która przemienia egzystencję każdego, kto ją przyjmuje, jak to miało miejsce w życiu świętych. Tak, jak to było na przykład ze św. Pawłem.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Patriotyzm nie bojący się Prawdy
Jedna z bardziej dystyngowanych osób współczesnego życia społecznego w Polsce wyraziła pogląd, że rzucanie choćby cienia podjerzeń na symbole polskiej historii odciągnie polską młodzież od patriotyzmu. Widać wyraźnie jak kuriozalnie usytuowane są wartości w umysłach niektórych ludzi. Wszelka więź tylko wtedy jest autentyczna, jeśli opiera się na prawdzie. Miłość Ojczyzny tylko wtedy stanowi wartość, jeśli wykracza poza ramy koniunkturalności. Człowiek dążacy do Dobra dostrzega swoje uwarunkowania wspólnotowe, ale dostrzega przedwe wszystkim drugiego Człowieka w uczestniku wspólnoty. Naród, Ojczyzna to odniesienia czysto ludzkie - Dobro to wspólne życie na chwałę Najwyższego Stwórcy. Wykraczająca zdecydowanie poza ramy czasu składowa tego Dobra, Prawda, jest bodaj najistotniejszym elementem ludzkiego spełnienia. Poznanie Prawdy, życie w Prawdzie, to sam Bóg objawiający się w Człowieku. Chrystus Pan mówi " Ja jestem drogą, prawdą i życiem" - tylko przez Chrystusa zaś możliwe jest Zbawienie. Przez Odkupiciela, który za Prawdę wobec ludzkiej małości i nienwaiści oddał życie. Czy zatem patriotyzm, umiłowanie Ojczyzny może nie opierać się na najtrwalszym fundamencie jakim jest Prawda? Nie tylko nie może, ale i musi - jakakolwiek by ta Prawda nie była. To warunek niezbywalny siły Narodu zmagającego się z własną historią. Wniosek więc jest przeciwny do postawionej tak niefrasobliwie tezy. Autentyczny patriotyzm wyrasta z Prawdy, ze stawiania pytań o nią, nawet jeśli miałoby to zburzyć wygodny obraz rzeczywistości. Tylko wtedy patriotyzm służy wzmocnieniu więzi i ducha Narodu, tylko wtedy szczęście wspólnoty nabiera charakteru trwałego, nie indywidualistycznego, które de facto jest tego szczęścia odwiecznym zaprzeczeniem.
wtorek, 29 kwietnia 2008
Autorytet Człowieka Wielkiego Formatu
Właściwością wielkiego formatu osobowości Człowieka jest czasowy przebieg objawiania się głębi i spójności myślenia wybitnej jednostki. Na naszych oczach dokonuje się takie objawienie w przypadku Osoby Ojca Świętego, Benedykta XVI. Niestrudzona wiara w potrzebę głoszenia Chrystusa zawsze i wszędzie, w dodatku w sposób odpowiadający cywilizacyjnemu rozwojowi, a więc z wielkim zaangażowaniem intelektualnym, jest podstawową składową wszelkich działań obecnego Papieża. Dowiodła tego niezbicie ostatnia pielgrzymka do Stanów Zjednoczonych, gdzie mimo nasilonych prób odwrócenia uwagi od najważniejszego celu, od osobistego zaświadczenia o Chrystusowej perspektywie wszelkich ludzkich poczynań, udało się znakomicie umocnić ten odległy od kolebki chrześcijaństwa kontynent w jednoczącej wszytskich ludzi Dobrej Woli, Prawdzie. Udało się przede wszystkim dobitnie wyartykułować sprzeciw wobec pojmowania wolności jako samowoli, jako stawiania się ponad wszystkimi wartościami naznaczonymi tradycja, wiarą i poszukiwaniem Dobra. Ameryka stała się w ostatnich latach synonimem wielokulturowości, ale szacunek dla wielokulturowości nie zwalnia wcale z obowiązku wiary i głoszenia Prawdy Najwyższej - Jezusa Chrystusa. W samej inności nie drzemie żadna wartość, jeśli zaprzecza ona Dobru, jeśli zaprzecza ona Nadziei. Dopiero uznanie Boga za Stwórcę, za Opiekuna ludzkich dziejów pozwala spojrzeć na różnorodność dróg dochodzenia do sensu w kategoriach doskonalącego, ubogacającego kierunku. Stąd wyraźny sprzeciw wobec wszelkich przejawów indywidualizmu, nihilizmu, wynaturzenia w przekazie Ojca Świętego. Odwaga i stanowczość w słowach Papieża z jednej strony, a z drugiej entuzjazm i sympatia w odbiorze jego nauczania są naprawdę bardzo krzepiące.
wtorek, 01 kwietnia 2008
Olbrzymy i karły
W przeddzień trzeciej rocznicy śmierci Jana Pawła II Wielkiego, jest niemal pewne że kolejnego polskiego Świętego, trzeba znów mowić i przypominać o formacie samej Pastaci jak i nauczania Karola Wojtyły. Rysem wielkości osobowości Papieża z Polski była bez wątpienia spójność wiary, przekonań i czynów, stanowiąca o nadzwyczajnym oddziaływaniu na rzesze ludzi. Tak błyszczy tylko Prawda w najczystszym wydaniu i to w tej Prawdzie zagubieni odnajdywali swoje oparcie. Przyciągał ich nie koniunkturalizm, obserwowany w coraz większej ilości w otaczającym świecie, nie konsumpcjonizm ukierunkowany przez wygodę i brak odpowiedzialności na maksymalizowanie przyjemnosci, ale determinacja w kroczeniu drogą bezkompromisowego Dobra, pojmowanego w sposób holistyczny, całościowy. Niezrozumienie monolitycznego wymiaru Osoby Wojtyły w zakresie aksjologii, próba izolowania zagadnień wyrywanych z kontekstu pełnej wizji Czlowieka i jego relacji do Boga - Najwyższego Dobra, musiała stanowić przeszkodę nie do pokonania w miarodajnej ocenie Ojca Świętego. Krytyka nieprzejednanej postawy w kwestii antykoncepcji, aborcji, eutanazji, kapłaństwa kobiet, celibatu księży, praw homoseksualistów wreszcie, była i jest oparta właśnie na wycinkowym ujęciu odnośnej problematyki. Tymczasem Karol Wojtyła raz wkroczywszy na drogę etycznej spójności, za co można uznać słynne dzieło "Miłość i odpowiedzialność", nigdy z tej drogi już nie zszedł. Osobowe ujęcie ralcji między ludźmi musi wykluczać wykorzystywanie siebie nawzajem do sprawiania przyjemności. Musi wykluczać uśmiercanie życia dla własnej wygody. Musi wreszcie wskazywać odniesienie do niedoścignionego wzoru Boga - Człowieka w Jezusie Chrystusie. To odniesienie wskazuje na ostateczne możliwości Człowieka sumienia, Człowieka wiary, Człowieka nadziei i Człowieka miłości. Taki Człowiek zna swoją tożsamość, ma ugruntowane poczucie wspólnotowej więzi, czerpie siłę z tradycji i kultury swego Narodu. Pełni swoją misję na przekór szyderstwom możnych tego świata, na przekór bezideowym cynikom i nihilistom podobnym do tych spod Krzyża, co to drwili nawet w obliczu tak ogromnego bestialstwa. Jakże groteskowo wygląda dziś zatem lament środowisk libertyńskich i liberalnych nad utratą autorytetu w Osobie Jana Pawła II, kiedy skonfrontować go z tak jaskrawym koniunkturalizmem obyczajowym, politycznym i ekonomicznym. Z hańbą głoszenia przyjemności za wszelką cenę, władzy za wszelką cenę, bogactwa za wszelką cenę, łącznie z opluwaniem kogo popadnie i uraganiem wywiedzionym od podłego sformułowania człowieka mieniącego się dziś jedną z najważniejszych osób w panstwie. Który dla zdobycia władzy wziął nawet ślub kościelny tuż przed wyborami. Paradoksalnie, na tle takich ludzi tym bardziej błyszczy bezkompromisowść Papieża - Polaka.
niedziela, 23 marca 2008
Z Koheleta (wydanie świąteczne)
Kohelet 8,5-8
Pamiętać trzeba o przyszłym sądzie
Ten, kto przestrzega rozkazu, nie wie, co to zła sprawa, a serce mądre pamięta o czasie i sądzie. Na każdą bowiem sprawę jest czas i sąd, gdyż zło człowieka wielce na nim ciąży. Bo nie wie wcale, co będzie, a jak to będzie - któż mu oznajmi. Nad duchem człowiek nie ma władzy, aby go powstrzymać, a nad dniem śmierci nie ma mocy. Tak samo nie ma zwolnienia na wojnie i nie uratuje nieprawość tego, kto ją popełnia.
Metodologia winy i kary w ludzkim postępowaniu nie wyczerpuje możliwości Człowieka w osiąganiu spełnienia. Są sytuacje, w których na autentyczną winę nie ma sądu ludzkiego, jak w przypadku dzeciobójstwa nienarodzonych, a jest tylko sąd Boży, sąd sumienia. Odrzucenie perspektywy wiecznej, duchowej, deformuje sumienie i wtedy życiem, jego zasadami, zaczyna rządzić przypadek. Człowiekowi zaczyna się wydawać, że jest w stanie nad nim zapanować, choćby w wymiarze doraźnego ładu. Przypadkowe życie, w wymiarze doraźnym można, tak sądzi, ujarzmić regułami prawa, drobiazgowego i paktycznego. Co prawda nie widać celu, ale zabezpieczone zostaje jutro w wymiarze egzystencjalnym. Nowa wizja Człowieka przyniesiona na świat przez Zmartwychwstałego Chrystusa nie jest wizja opresyjną. Jest zwróceniem uwagi, że co prawda nie można odkryć tajemnic czasu i przestrzeni w ziemskim życiu, ale że jest wymiar wieczny. Skoro tak, to wartość wyzwalającą posiada wiara. Wiara w Dobro, w Miłość i Prawdę. Mija tym samym lęk przed sądem ludzi, często tendencyjnym i sprzedajnym. Sąd Boży zaś odbędzie się w stosunku do wypełnienia powołania do wskazanych trzech kategorii. Stając się ściśle określony zdejmuje z Człowieka ciężar niepewnosci i daje przestrzeń do porzucenia bierności na rzecz uporczywego doskonalenia. Ostatecznie, przez Chrystusa Jezusa otrzymujemy dar zapanowania nad dniem śmierci w sposób całkowicie praktyczny. Bo śmierć nigdy nie dotyka wymiaru łączności człowieka z Bogiem. Bogiem żywym w Człowieku.
piątek, 21 marca 2008
Wielki Piątek A.D. 2008
trwa Wielki Piatek trwa zmowa milczenia trwa Sprawiedliwy niemy przed Piłatem trwa Judasz w żądzy trwa Annasz i Kajfasz na swoich miejscach trzeba do nich chodzić trwa bruk kamienny trwa Upadający chyba nie czeka że ktos Mu pomoże trwa Krzyż na wzgórzu widać go z daleka trwa też patrzący lecz nie chce Go dojrzeć
środa, 19 marca 2008
Krzyż
Krzyż - znak męki i cierpienia. Ale i kapitalna antycypacja ludzkich zmagań o charakterze eschatologicznym. Jak daleko jest do Dobra od upodlenia - od zaprzedania się złu? Od małżeńskiej zdrady, od uśmiercenia nienarodzonego dziecka,od materialnego zaprzedania się w obcym kraju? Jak daleko jest do Chrystusowych darów, tych historycznych, opisanych w Ewangeliach Św., do uzdrowień, powołań, nauki. Jak daleko do tych wiecznych - do Eucharystii, do Życia, Prawdy i Drogi w Chrystusie? Każdy z nas może odnaleźć ten dystans próbując wyznać swe złe uczynki. Jest daleko, czasem nawet bardzo, ale prawadziwy krzyż zaczyna się wtedy, kiedy umiera sumienie. Krzyż jest miarą powrotu do Człowieczeństwa z krainy zatracenia. Kiedy odniesieniem staje sie wizja absolutnie materialna, konsumpcyjna. Kiedy cały sens sprowadzony zostaje do przypadku, ślepego trafu, a w ziwązku z tym zwalnia z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie. Pojawia się cała zrelatywizowana sfera partnerów i partnerek, uciążliwych, godnych eliminacji, schorowanych starców, dzieci przeszkadzających w karierze. Pojawia się równocenny wymiar inności, nawet tej, prowadzącej wprost biologicznie do wyginięcia. Absolutem staje się szczyt przyjemności, wyznacznikiem wartości - że stać na wszystko. Szerokim łukiem omija się brudnych, śmierdzących biednych, zawsze znajdujących się w nieodpowiednim miejscu. Przypadek może sprawić, choćby taki, że pędząc luksusowym samochodem 230 km/h, uderzymy w drzewo, że jutro nas już nie będzie. Ale dziś przypadek może nam zaoferować seans z luksusową prostytutką traktowaną jak ludzki strzęp, choć w sferze seksu dającą tyle przyjemności. Jak stamtąd wrócić? Jak wybrać mękę powrotu, przez krzyżową drogę szacunku do innych, przez ciernie wyrzeczeń, żeby wspomóc biednych. Przez krwawe rany całkowitej wstrzemięźliwości pozamałżeńskiej? To jest autentyczny krzyż, co gorsza, na który nas nikt nie przybije. Będziemy mogli ten krzyż wyrzucić do śmieci, albo spuścić z wodą w toalecie wraz z zamordowanym Życiem. I być może nigdy nie będziemy mieli szansy zawisnąć na nim obok jeszcze gorszych od nas. Żeby wreszcie móc wrócić !!!
wtorek, 18 marca 2008
Zbawienie w Siedem Dni
Wielki Tydzień - siedem dni w wieczności ujawniających Prawdę o istnieniu, siedem punktów we wszechświecie, jak siedem kamieni milowych w drodze do samopoznania. Przed nim w czasie jest ludzka małość, jest gmatwanina celów obarczanych wciąż nowymi priorytetami, zawsze mniej lub bardziej doraźnymi. Bóg, dawca Życia i Prawa stoi gdzieś na Ołtarzu oczyszczeń i daje się przebłagać ofiarami o wymiarze materialnym. Jest w niedostępnym świecie magii i kultu, który jedynie może do Niego zbliżać. Jest zatem matryca doskonałości i Człowiek, który próbuje do niej się dopasować. Człowiek biorący historię bytu w swoje ręce zatraca wymiar ostateczny, ustala porządek doraźny uprawiedliwiając się ograniczonymi możliwościami własnej perspektywy. Nie dba o ludzi upadłych, swych dozgonnych współbraci, ale chce przypodobać się Bogu rytualnie się obmywając. Prosi Boga o wszelkie łaski, ale surowo karze ludzkie gesty miłosierdzia w czasie ustanowionych świąt. Ustanawia ścisłą hierarchię społeczną bez jakiegokolwiek związku z obrazem Boga w Człowieku. I oto w ciągu siedmiu dni w Świętym Mieście dokonuje się przełom. Otwiera się na ten czas bezpośredni ciąg Bosko-ludzkiej komunikacji. Powstaje ostateczne odniesienie w Duchu i Prawdzie. Absolutna doskonałość ukazuje Swoje Oblicze, oblicze Syna spełniającego w praktyce, która staje się zastępstwem ofiarnego Ołtarza, wszelkie do pomyślenia Prawo. Świętość nie okazuje się komfortem, a pytanie Piłata o prawdę, skierowane do Człowieka wydanego na śmierć objawia zapaść ludzkiej moralności. Punkt po punkcie obnarzona zostaje metoda zła: cynizm, zawiść, sprzedajność, zdrada, zatwardziałość, tchórzostwo. Trzydzieści srebrników po wsze czasy staje się symbolem ludzkiego upodlenia, sprowadzeniem wtymiaru swego życia do absolutnej doraźności. Wielki Tydzień nie jest bynajmniej apoteozą wielkości Boga, który objawia swą wyższość. Wielki Tydzień wiedzie Człowieka do autentycznej Wielkości. Nie ma tam miejsca na wahanie wobec wyboru między Dobrem i złem, wiarą i zaprzaństwem, Nadzieją a upadkiem ducha. Wszystko ostatecznie znajduje oparcie w dwóch prostopadle złączonych, drewnianych belkach za którymi jest już tylko cały sens bytu. Zawarty tak bardzo dosłownie między "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego" a " Wykonało się. Oto syn Twój, oto Matka Twoja."
piątek, 14 marca 2008
Antyludzki blask zatracenia
Piętnem dzisiejszego świata jest łatwizna intelektualna i moralna, a ekwiwalentami rzeczywistych wartości staje się zysk materialny i korzyść za wszelką cenę. Miernota aspirująca do zaszczytow w pierwszym rzędzie będzie zmierzała do zasobności materialnej, która w prostackim mniemaniu otowrzy wszelkie inne drzwi w życiu. Egzemplum polskiej emigracji po otwarciu granic Unii Europejskiej jest tego najlepszym dowodem. Nie ma najmniejszego znaczenia gdzie, dla kogo, co przynosi korzyść. Małą wioskę w lubelskim bezkompromisowo zamienia się na londyńskie city nie bacząc na jakikolwiek wymiar ludzki takiego podejścia. Zatracenie tożsamości, sprzedanie swej wspólnotowej implikacji jest wszak prostym wyrzeczeniem się cech konstytutywnych dla pełnego człowieczeństwa. Dostrzeżenie że mierność popada w tylko jeszcze większą mierność, a wrażliwość i życiowa mądrość Człowieka postępuje w procesie uwstecznienia, staje się z biegiem uwikłania w bezlitosny system odczłowieczającej pogardy, niestety coraz bardziej poza zasięgiem, i tak na starcie już upośledzonej jednostki. W upodlonym umyśle generuje się obraz zastępstwa wartości ludzkich przez wartości konsumpcyjne, które niestety nie tracą w tym procesie nic ze swej powierzchownej tylko jakości. Człowiek na przekór tej patologii zawsze domaga się głebszego spełnienia i ta potrzeba prędzej czy później dochodzi do głosu przyprawiając swój podmiot o mentalną traumę. Dramatycznie, brak możliwości zaspokojenia tej właśnie potrzeby, poprzez ugrzęźnięcie w bagnie własnego upodlenia, prowadzi do eskalacji potrzeby konsumpcyjnej, a choćby w celu zagłuszenia konstytutywnego dla Człowieczeństwa głosu. Oddaje się wtedy wszytsko, łącznie ze swą najgłębszą wiarą, ze swą fizycznością, ciałem wydanym na zbrukanie przez zepsutych do szpiku przedstawicieli nowoczesnej generacji. Umiera Człowiek i Bóg w nim, choć na zewnątrz, pod presją swych do końca nieświadomych, patologicznych wyborów, wszytsko wydaje się w porządku. I wciąz jest konieczność uzupełniania pieniędzy. Właściwie już tylko one niosą głębsze przesłanie. Przyczynowo skutkowe przesłanie automatu na miarę zaistniłej tragedii.
wtorek, 26 lutego 2008
Mordercy Słowa
Akcent padający na Prawdę, na autentyczność postawy Człowieka spełniającego swą godność i powołanie, ujawniający się w Nowym Przymierzu i w Samej Osobie Jezusa Chrystusa, jest szczególnie czytelny w roli Słowa, przypisanej mu w Chrześcijaństwie. Juz sama skala znaczeń Słowa - od Słowa Wcielonego, po słowa ostatecznej obietnicy Królestwa Bożego - dają obraz miary wartości zawartej w paradygmacie narzędzia komunikacji między Bogiem a człowiekiem. W praktyce chrześcijanina uwidacznia sie dodatkowy aspekt Słowa - jest to miara autentyczności deklarowanych postaw. Tylko słowa zawierające autentyczne odwzorowanie przeżyć, pragnień, dążeń, są warte uwagi, zatrzymania się nad nimi. Wszelki fałsz, manipulacja, kłamstwo, choćby nie wiadomo jak retorycznie rozbudowane i upiększone nie trwają w świadomości autentycznego człowieczeństwa nawet kilku sekund. Z premedytacją wypowiadane słowa zaprzeczające Prawdzie oskarżają na wieki, bez względu na doraźny skutek, który chwilowo może nawet zwalniać z odpowiedzialności za popełnione czyny w wymiarze społecznym. W tym wymiarze Słowo jest jednoznacznym nośnikiem Prawdy i choć pozornie wydaje się bardzo słabe w perspektywie eschatologicznej dowodzi swego wiecznego rodowodu. Ostatecznie Słowo pada jako ocena Człowieka i tylko horyzont Prawdy może zweryfikować jego trafność, a więc wieczną wagę lub błahość wobec ziastniałych faktów. Największa obelga nie dotyka w kłamstwie, największa afirmacja nie przekonuje wobec zaistniałej hańby. Wyznawca Chrystusa to miłośnik Słowa - zarania wszelkiego Dobra. To obrońca Słowa w sytuacji, kiedy jest nadużywane, kiedy jest wyszadzane i obrażane w wulgaryzmach, cynizmie, w egoistycznym kłamstwie. Ta obrona nie jest obroną siebie, Słowo jak w spomniano nie ma mocy sprawczej, ale jest to obrona formuły, która tylko w stanie czystym może stać się ostatecznie komunikatywna.
|